wtorek, 12 września 2017

Adopcja małego dziecka a wiek rodziców

Większość par starających się o adopcję pragnie przyjąć do siebie jak najmniejsze dziecko. I to jest naturalne. Każdy przecież chce przejść przez wszystkie etapy rodzicielstwa- od pieluszek aż po dorosłość. 




Oczekiwania a rzeczywistość


Wiek przyszłych rodziców teoretycznie nie jest określony żadną ustawą, ale w większości ośrodków przyjmuje się, że jest to nie więcej niż 40 lat różnicy pomiędzy dzieckiem a rodzicem. Kiedy rozmawiałam z panią z naszego ośrodka, powiedziała mi, że brany jest przede wszystkim wiek matki, gdyż to ona jako kobieta będzie prawdopodobnie więcej zajmowała się jego wychowaniem. 
Nie czarujmy się. Niemowląt do adopcji jest niewiele w stosunku do liczby oczekujących, a trafienie na dziecko, które do tego będzie zdrowe, to czasem jak szukanie igły w stogu siana. 

Dobór rodziców do dziecka


Wybierając odpowiednich rodziców dla maluszka, ośrodek musi zadać sobie pytanie, który dom będzie dla niego najwłaściwszy.
Z jednej strony słyszymy wszędzie o wciąż przesuwającej się granicy posiadanego potomstwa (i nikogo nie dziwi 40 kilkulatka będąca po raz pierwszy w ciąży), z drugiej jednak mamy przed sobą ustabilizowaną życiowo parę, która nagle musi wywrócić swój świat do góry nogami. Czy każdy jest na to przygotowany? 

Co mówi nasza metryka


Nie wiem jak Wy, ale ja często łapię się na tym, że słyszę o ludziach w jakimś tam wieku i myślę o nich raczej jak o ludziach z pokolenia moich rodziców. Dopiero po głębszej analizie okazuje się, że są oni ode mnie może 2,3 lata starsi. 
Co sprawia, że ludzie są "starzy" czy "młodzi"? Czy na pewno tylko metryka? Według mnie nie i potwierdziła to pani z ośrodka, z którą rozmawialiśmy w czasie spotkań indywidualnych.

Jakiś czas temu, mój znajomy biznesman był na szkoleniu z zarządzania czasem. Ich trener zadał im pytanie: Kiedy zaczyna się starość? Ludzi wymyślali różne odpowiedzi, a to, że wtedy, gdy zaczyna coś boleć, a to jak jesteś na emeryturze lub czegoś w życiu się dorobisz. Ale on miał dla nich inną odpowiedź.
Starość zaczyna się wtedy, gdy masz więcej wspomnień niż marzeń. Nie uważacie, że coś w tym jest?

Wiek a tryb życia


Znam ludzi w wieku dwudziestu paru lat, którzy zachowują się tak, jakby wszystko już przeżyli. Nie mają marzeń, planów, zadowalają się tym, co przyniosło im życie. I odwrotnie. Znam takich jak moi rodzice, którzy mimo swojego wieku (nie napiszę ile mają, bo zaraz musiałabym sobie uświadomić ile mam ja ;) są nadal aktywni i ciągle żyją czymś nowym. 
Argumentując starania o maleństwo opisaliśmy w ośrodku nasz tryb życia, to jacy jesteśmy, jakie mamy plany i marzenia. 
Choć kochamy przebywać w domu, ciągle gdzieś nas nosi. A to jakaś wycieczka bliżej lub dalej, a to jazda na rolkach, na rowerze, tenis stołowy raz w tygodniu obowiązkowo, a jeśli pogoda dobra to choćby spacer po okolicy. 
Co jest moją receptą na młodość? Cóż, przede wszystkim młodszy mąż, którego mam szczęście mieć. Ale tak na poważnie to właśnie to, że nam się chce. Chce nam się coś robić, angażować, pracować nad sobą. Marzenia. To one doprowadziły nas  do miejsca w którym jesteśmy teraz. Gdy patrzę wstecz to wiele rzeczy mogło się nie udać. Ba! Nawet miało prawa się udać!
Nasz styl życia, zdecydowane plany na przyszłość i przede wszystkim zgodność w tych postanowieniach, bardzo spodobały się pani psycholog. 
Jeżeli będziecie wnioskować o małe dziecko, spróbujcie przekonać panie z ośrodka, że Wasz styl życia, przyzwyczajenia, pozwolą na dopasowanie się do potrzeb niemowlęcia.

Adopcja starszego dziecka


Część przyszłych rodziców od razu rezygnuje z adopcji niemowlęcia. Ośrodki bowiem niechętnie słyszą o parach po 40 starających się o maleństwo. Jeżeli jesteście w tej grupie wiekowej i bardzo Wam na tym zależy, porozmawiajcie szczerze z panią psycholog. Nie wiem jak to jest w innych ośrodkach, ale u nas bardzo zwracano uwagę na temperament, charakter i styl życia, o którym już wcześniej wspomniałam, analizując wraz z kandydatami, czy adopcja niemowlęcia jest najlepszym wyborem dla nich. Niezależnie od naszych pragnień, nie chcemy przecież, by dziecko miało dziadków zamiast rodziców.


Utracone dzieciństwo


Adopcja starszego dziecka niesie za sobą wiele pracy, ale również wiele wzruszających chwil, kiedy to rodzi się miłość pomiędzy świadomymi tego co się dzieje dziećmi a ich adopcyjnymi rodzicami. Jedyną rysą na szkle, jak słyszałam od rodziców starszych dzieci, może być utracony czas, czas w którym nie byli razem. Czasu nadrobić się nie da, ale da się stworzyć świat na nowo, świat, gdzie wydarzenia teraźniejsze staną się ważniejsze niż   chwile, które uleciały. 

Podsumowanie


Wiek rodzica jest niewątpliwie ważny nie tylko w przypadku rodzica adopcyjnego, ale również biologicznego. W jednym z naukowych artykułów czytałam, że idealnym wiekiem na posiadanie potomstwa nie jest jak do tej pory twierdzono dwadzieścia kilka lat, a 30-35. Wtedy podobno jesteśmy na tyle świadomi i dojrzali, że rodzicielstwo da nam poczucie spełnienia. Czy tak jest naprawdę? Tego nie wiem, ale powiem Wam, że faktycznie nie każdy nadaje się do adopcji małego dziecka, tym bardziej, że może być ono obciążone i wymagać leczenia czy rehabilitacji. Patrząc po ludziach, których znam, niektórzy osiągają dojrzałość dość szybko, inni trochę później, inni zaś nigdy jej nie osiągną. 
W dzisiejszych czasach trudno o całkowicie zdrowe noworodki. Adoptując maluszka, trzeba sobie zdawać sprawę przede wszystkim z zagrożeń jakie mogą wynikać z jego stanu zdrowia. Niby wiek nie ma tu nic do tego, ale jednak ma. Nie każda osoba po 40 jest nadal pełna wigoru i świeżości. Wieloletnie starania o dziecko, a potem procedury adopcyjne i oczekiwanie, zostawiają trwały ślad na naszym sercu. Czasem dziecko dodaje rodzicom skrzydeł i są oni zdolni zrobić dla swoich pociech rzeczy niewyobrażalne, a czasem to rodzicielstwo po prostu przytłacza.
Nie do końca wiem, jakimi kryteriami kierują się ośrodki. To co nam mówią to jedno, ale jak jest naprawdę, nie wiadomo. Musimy wierzyć, że te informacje, które im przekażemy oraz cały wywiad na nasz temat pozwoli im znaleźć NASZE dziecko. Rozmawiając z różnymi rodzicami adopcyjnymi nigdy nie słyszałam, żeby ktoś żałował, że adoptował. Nie raz zdarzało się, że para marząca o noworodku dostaje propozycję kilkulatka. Mimo wielu obaw, decydują się na poznanie dziecka. I co? Okazuje się, że to ICH DZIECKO!










14 komentarzy:

  1. Witaj
    Z tymi badaniami naukowymi dowodzącymi, że po 30-stce lepiej... Jest tak, że: Spełniają oczekiwania społeczne. I dobrze wyglądają w rubryce LifeStyle lub Parenting wiodących tytułów prasowych.
    Prawda jest taka, że im później decydujemy się na dziecko w ogóle, to tym trudniej będzie przetrawić myśl o adopcji. A jak to jest w takim starzejącym się społeczeństwie to wystarczy spojrzeć na Niemcy.

    A co do adopcji starszego dziecka... To trzeba samemu przerobić. Niejako przeskoczyć samego siebie. I to we dwoje, razem, równocześnie.

    Pozdr
    M

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, właśnie nie do końca tak było z tym artykułem. Oni raczej krytykowali to, że ludzie tak późno decydują się na dziecko (i są raczej są dla niego dziadkami a nie rodzicami) a wiek 30-35 lat dotyczył dojrzałości emocjonalnej a nie biologii. Kiedyś mówiło się tylko o tym, kiedy właśnie biologicznie najlepiej zacząć starania. W dzisiejszych czasach chyba trzeba zaczynać w liceum, bo problem niepłodności dotyczy wielu młodych ludzi. Ja sama zaczęłam starać się o dziecko wiele lat temu,kiedy byłam bardzo młoda i też bezskutecznie. W badaniach o którym wspomniałam pisano właśnie, że z jednej strony po 30 jesteśmy dojrzalsi, z drugiej jednak mimo wszystko płodność spada.
      Co do adopcji dziecka starszego to oczywiście wszystko zależy od wielu czynników, od dziecka, od tego co przeżyło. Nie mam tu doświadczenia, ale wszystko co piszę oparte jest na prawdziwych rozmowach z innymi rodzicami adopcyjnymi i rozmowami w ośrodku. Mile widziane są Twoje doświadczenia, zwłaszcza, że macie dwójkę dzieci.
      Dziękuję i pozdrawiam
      Izzy

      Usuń
    2. @izyy
      Z tą dojrzałością emocjonalną to tez bym polemizował. Nie wydaje mi się abyśmy byli bardziej "dojrzali" do rodzicielstwa tylko z racji wieku. A to odkładanie "na później" raczej świadczy o późniejszym dojrzewaniu do decyzji. Wzrasta natomiast "świadomość" z czego trzeba zrezygnować decydując się na rodzinę i dzieci.

      Pozdr
      M

      Usuń
    3. Zgadzam się dlatego napisałam to samo w poście. Natomiast to co wyczytałam to oczywiście badania i statystyki, czyli takie generalizowanie. Nie każdy się łapie w ramki, więc możemy sobie teoretyzować o dojrzałości.
      Mnie bardziej chodziło nie o dojrzałość tylko o adopcję maluszka przez starsze pary, że trzeba sobie zdawać sprawę z tego na co się decydujemy, na jakie problemy. Chciałam również zwrócić uwagę par jeszcze przed procedurą na pewne aspekty ważne w rozmowie z psychologiem, by potem otrzymać kwalifikację na noworodka/maluszka. Celem postu nie było dywagowanie co to jest dojrzałość do posiadania dziecka.

      Usuń
    4. (Napisałam komentarz i cały mi wcięło, no żeż...)
      Jeszcze raz: rzeczowy i ciekawy tekst, zgadzam się z nim. Myślę, że źródło nieporozumień związanych z określaniem wieku dziecka przez przyszłych RA wynika z błędnego przekonania, że będziemy wiecznie młodzi. Starość wydaje się czymś abstrakcyjnym i odległym, bez względu na to, czy zaczyna się procedurę w wieku 25 czy 45 lat. W swoich wyobrażeniach widzimy dorastanie pociechy, ale nie nasze posuwanie się w latach. Trzeba to sobie jednak uświadomić, a przede wszystkim wziąć pod uwagę to, co będzie najlepsze dla dziecka.

      Usuń
    5. @Lady Makbet
      Przez lata marzysz o dziecku. Op przytulaniu, tuleniu, noszeniu i takie tam...
      I co? Tak nagle masz porzucić te marzenia tylko dlatego, że ktoś uznał cię za zbyt starego (starą) na niemowlę?
      Czasem sobie myślę, że jak ktoś nie pragnął niemowlaka to starszego dziecka też nie zaakceptuje.

      Pozdr
      M

      Usuń
  2. @Hephalump
    Pytanie, o czym marzy dziecko? Debatowanie o wieku rodzica nie dotyczy niemowlaka, bo zdrowe niemowlę jest w miarę łatwe w obsłudze. Dotyczy tego, jak starzejący się rodzic będzie nadążał za zmieniającym się światem, w którym będzie żyło jego nastoletnie dziecko. Poza tym marzenia o dziecku to chyba coś więcej, niż "przytulanie i takie tam", prawda?
    Nam powiedziano od razu, że niemowląt do adopcji nie ma. I wcale nie było trudno się z tym pogodzić. Nie czułam, że ktoś depcze moje marzenia. Do ostatniej chwili nie wiedzieliśmy, że trafi do nas noworodek...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też słyszałem, że takich nie ma...
      A dziecko chce być szczęśliwe i taki jest w założeniu cel procedury adopcyjnej.
      Ale to rodzice mają to poczucie szczęścia dziecku zapewnić. A jeżeli rodzic/rodzice z jakiś powodów nie czują się sami w tym szczęśliwi to ciężko im będzie dać to uczucie dziecku.

      M

      Usuń
  3. Z tego co rozmawiałam w OA, to kwalifikując rodziców do danego przedziału wiekowego, biorą pod uwagę oczywiście wiele aspektów: po pierwsze wiek rodziców, ale tak jak pisałam właśnie ich styl życia. I to nie jest żadna dyskryminacja. Wiadomo, ze każdy z nas starał się o dziecko biologiczne, a takie nie rodzą się jak Benjamin Button jako stare tylko jako niemowlęta. Każdy pragnął od początku poczuć to rodzicielstwo. Ale trzeba też zrozumieć kryteria jakimi kierują się ośrodki. Niemowląt jest naprawdę mało w porównaniu z liczbą oczekujących i mając do wyboru ludzi nieco po 30, którzy są aktywni, wysportowani itd a ludzi o podobnym usposobieniu i charakterze, ale po 40, to nie dziwmy się, że dobiorą do dziecka tych młodszych. No niestety. Długotrwałe leczenie, potem procedury adopcyjne i czas oczekiwania sprawiają, że okazujemy się być "za starzy"
    Ale przecież w ośrodkach cały czas powtarzają, że to my mamy być dla dziecka a nie ono dla nas. Do ośrodka nie powinno się przychodzić po dziecko jak do sklepu tylko z otwartym sercem jego przyjęcia. Tak jak napisała Lady Makbet, do końca nie wiedziała jakie dziecko dostaną. Tak samo u nas. Mieliśmy kwalifikację na dziecko do lat 2. To, że w zasadzie adoptowaliśmy 2 niemowląt to zupełny przypadek. Nikt nie wiedział, że tak będzie. Ale to przecież nie są towary, żeby je potraktować w ten sposób, że skoro my już jedno mamy to tą drugą dać gdzie indziej. Dla sióstr najlepsze było to by były razem. Tu nie chodziło przecież o nas. Nie można tak do tego podchodzić, że my dostaliśmy dwie a ktoś tam musiał zrezygnować z niemowlaka i wziąć starsze. Ja cały czas powtarzam, że jednak w ośrodkach wiedzą co robią, wystarczy poczytać forum. Naprawdę rzadko ktoś pisze, że to okazały się nie jego dzieci.
    Niestety my adopcyjni rodzice przegrywamy trochę z biologią, bo jeśli ktoś tylko może to zachodzi w ciążę i w wieku 45 lat, ale to jest już zupełnie inna para kaloszy.
    pzdr.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @izzy
      Podziwiam Twoją wiarę w to, że system OA to coś więcej niż machina administracyjno -proceduralna. Jakie są zasady doboru to możemy się tylko domyślać. I nie są one jednolite, tak jak nie są jednakowe wymagania stawiane kandydatom. Widać to choćby w różnicach w zestawie wymaganych dokumentów.
      Polskie prawo pozwala OA na wiele w tworzeniu własnych procedur.
      A tak przy okazji: ten wymóg - nie więcej niż 40 lat - nie wynika z przepisów prawa.

      Pozdr
      M

      Usuń
    2. Wiem, że 40 lat nie wynika z przepisów prawa, dlatego napisałam to na początku posta. Napisałam również, że nie wiem, czym do końca kierują się panie z ośrodka, bo ciężko powiedzieć czy to co nam mówią faktycznie ma miejsce. Wiem, że niestety nie wszyscy pracownicy ośrodków kierują się dobrem dziecka, bo sama tego doświadczyłam i uwierz mi, że było ciężko. Tego nie zmienię. Nikogo za rękę nie złapałam, ale zdaję sobie sprawę z tego co być może się dzieje. Ale co mam napisać? Ludzie, nie idźcie do ośrodków, bo to bo tamto? Nikomu na was nie zależy, jesteście po 40 to nawet nie próbujcie? Nie wszyscy przecież tacy są. Tu na blogu staram się opisywać nasze doświadczenia, być może jakaś informacja przyda się komuś kto dopiero przystępuje do procedury. Wy macie gorsze doświadczenia, my trafiliśmy na panią w ośrodku, którą los dzieci naprawdę obchodzi. Z naszej grupy jedna para dostała 10-miesięczne dziecko pomimo tego, że oboje mieli po 43 lata. Ktoś uznał, że w tym przypadku to nie przeszkadza.
      Ale widocznie jednak robią coś dobrze, skoro tak mało (przynajmniej u nas była tylko jedna) nieudanych adopcji.
      A to, że system i prawo są chore to wiadomo od dawna i zgadzam się. Tylko, czy to, że jednego księdza przyłapano na pedofilii to jest powód, żeby przestać chodzić do kościoła? Albo skoro jakiś lekarz wziął łapówkę to mam już nigdy się nie leczyć?

      Usuń
  4. @Hephalump
    Zgadzam się z Izzy. Do OA mam swoje zastrzeżenia, kiedyś zresztą o tym rozmawialiśmy. Natomiast co do urzędniczej bezduszności... na pewno miewa ona miejsce, ale to nie znaczy, że tak jest wszędzie. Jak wiesz, pracuję w szkole, podobnie jak Twoja żona, jeśli dobrze kojarzę. Naprawdę obchodzi mnie los moich uczniów. Żyję ich problemami także (a może przede wszystkim) poza godzinami pracy, interesuję się tym, co robią nawet po wyjściu spod moich skrzydeł. Dlaczego mam sądzić, że pracownicy OA traktują swoją pracę inaczej niż ja? Że jest to dla nich tylko kolejna administracyjna procedura, tak jak uczeń w szkole mógłby być tylko kolejnym numerem w dzienniku?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Lady Makbet
      Krytyka systemu nie oznacza, że chcę komuś konkretnie tam dowalić. Tak jak znam świetnych nauczycieli z pasją. Tak dzięki Bogu udało mi się też poznać wspaniałych ludzi związanych z opieką zastępczą nad osieroconymi dziećmi. Ludzi pracujących właściwie społecznie (to o warunkach finansowych) i w ciągłej niepewności o byt OA (to o sytuacji prawnej).

      I zejdźmy z obłoków na Ziemię. Dobre prawo byłoby lepszym prezentem niż najpiękniejsza "laurka" jaka mógłbym wysmażyć na blogu.

      M

      Usuń
    2. Oczywiście! Problem w tym, że "dobre prawo" to też jest epitet utopijny ;)

      Usuń