poniedziałek, 17 lipca 2017

Traumatyczna przeszłość naszych dzieci cz.1


Wszystkie adoptowane dzieci przeżywają pewnego rodzaju traumę, nie ważne, czy zostały rozdzielone z matką biologiczną zaraz po porodzie, czy też w późniejszym swoim życiu. Traumą bowiem, określamy każde stresujące wydarzenie, które przedłuża się, jest przytłaczające i nieprzewidywalne.

         W dzisiejszym poście, chciałabym skupić się na życiu naszych dzieci zanim do nas trafiły. Moja wiedza opiera się na wieloletnich obserwacjach, czytaniu odpowiedniej literatury oraz informacjach od innych ludzi związanych z tematem. Nie jestem psychologiem, zatem poniższy tekst należy potraktować jako przykład, który może posłużyć głębszemu rozumieniu tego, co przeżywają lub mogły przeżywać nasze dzieci. Jeżeli zauważycie jakiekolwiek niepokojące zachowanie, na pewno należy poszukać fachowej pomocy.

       Z dziećmi z traumą w zasadzie każdy z nas spotyka się na co dzień. Rozejrzawszy się wokół siebie zobaczysz chłopca pochodzącego z rodziny w której króluje alkohol, usłyszysz jak sąsiad bije żonę a dziecko jest świadkiem awantury,  dowiesz się jak mocno córka koleżanki przeżywa rozwód swoich rodziców.
Decydując się na adopcję dziecka, większość z nas ma tę świadomość, że nasze dzieci przychodzą do nas z przeszłością, o której wiemy tylko tyle, ile nam przekazano. 
Trauma niektórych z nich trwa dotąd dokąd nie poradzą sobie z nią one same, albo ciągnie się za nimi przez całe życie.

Dzieci, które nie trafiają do adopcji.

           Gdy byłam mała, moja mama pracowała w placówce, gdzie pod swoją opieką miała biologiczne rodziny zastępcze w postaci dziadków i cioć, które próbowały zastąpić dzieciom rodziców. W większości były to rodziny biedne, gdzie babcie nieudolnie przejmowały obowiązki swojego syna czy córki, którym zostały odebrane prawa rodzicielskie. Niestety ich opieka niejednokrotnie kończyła się na zapewnieniu dziecku miski ciepłej zupy, zupełnie zaś nie radzili sobie z faktycznym wychowaniem swoich wnuków. Dzieci często chodziły brudne, miały problemy z nauką, z zachowaniem, babcia i dziadek nie byli dla nich w żadnej mierze autorytetem. 
W tamtych czasach, zwykle odbierano prawa rodzicielskie ze względu na alkoholizm lub zaniedbanie (np.gdy matka zostawiała dziecko i wyjeżdżała gdzieś w Polskę) Dzieci były bite, zostawiane same w domu, były świadkami libacji alkoholowych w których niejednokrotnie musiały uczestniczyć, były zamykane same w komórkach, by nie przeszkadzały dorosłym. To tylko kilka z przykładów tego, co musiały przeżyć, podczas gdy ich rówieśnicy mogli bawić się na placu zabaw.

Spotkałam również Maćka i Agnieszkę, rodzeństwo, które uprosiło swoją babcię, by oficjalnie przyjęła ich do siebie, ale tak naprawdę to wychowywali sami siebie nawzajem. Maciek był starszy, opiekował się więc swoją siostrą, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że jeśli oni sami nie podołają poukładać swojego życia. Jakże szczęśliwy był, kiedy to udało mu się zdać maturę. Po ukończeniu pełnoletności, mógł zamieszkać sam, starał się o oficjalną opiekę nad siostrą. Rodzeństwo to mogło zacząć pić tak jak ich rodzice, ale byli na tyle silni, na tyle ze sobą związani i zmotywowani, że postanowili zmienić swój los, swoje przeznaczenie.

Mama mojej koleżanki z bloku, miała dzieci średnio co dwa lata. W którymś momencie Kaśka zajmowała się Magdą, Magda Martą a potem urodził się jeszcze Pawełek. Najstarszy brat i drugi ciut młodszy, oboje siedzieli już w tym czasie w więzieniu. Mamusia sprowadzała do domu "przyjaciół", którzy wraz z nimi imprezowali w jednym z dwóch blokowych pokoików. Bóg jeden raczy wiedzieć co działo się za zamkniętymi drzwiami.

Rodzice Kasi byli uważani za zgodne małżeństwo. Zamożni, prowadzący własną firmę ludzie, nagle rozstają się. Poukładany świat dziewczyny, która zaledwie miesiąc temu zaczęła liceum, legnie w gruzach. Co gorsza, za jakiś czas, mama wychodzi za mąż za brata swojego ex-męża. Czy to wszystko było ukartowane? Czy romans trwał już od jakiegoś czasu, a ona o tym nie wiedziała, czy po prostu zaczęło się coś wtedy, gdy mama już była wolna? Tego nie dowie się nigdy. Pytania zawsze zostawały bez odpowiedzi. Rodzice tłumacząc się ciężkim okresem w swoim życiu zapomnieli, że życie ich dziecka w tym momencie również przestało być takie samo. Kasia wyjechała z miasta.

Ja dorosłam, osoby opisane wyżej lepiej lub gorzej poradziły sobie z piętnem swojego dzieciństwa, jednak pojawiły się nowe dzieci z traumą. Czasy być może się zmieniły, koszmar dzieci w niektórych rodzinach nadal trwa.

Jest Julka, której mama celowo zaszła w ciążę, by zatrzymać przy sobie jej ojca, a gdy po kilku latach i tak postanowił ją zostawić, wykorzystała ją do walki z nim jak jakiś przedmiot.

Jest Weronika, której mama poznała nowego "tatusia" i przestała się nią interesować.

Jest Basia, której mama nie jest ani pijaczką, ani narkomanką, ale ma wobec niej chore ambicje, by dziewczynka osiągnęła wszystko to czego ona nie mogła. Jeździ na koniu, chodzi na zajęcia z angielskiego, niemieckiego, francuskiego, pływa, tańczy, chodzi na karate. Mama nigdy nie jest do końca zadowolona.

I mamy też przykład Krzysia, który jest słabym uczniem i marnym sportowcem a co za tym idzie pośmiewiskiem całej klasy. Często jest smutny.


Dzieci, które trafiają do adopcji krótko po urodzeniu.

Idąc na pierwsze spotkanie do ośrodka, któż z nas nie marzył o przysposobieniu niemowlęcia. Większość z kandydatów chciałaby przejść wszystkie etapy rodzicielstwa od pieluszek po obowiązek szkolny. Marzymy o tym, by być dla dziecka tą jedyną rodziną, którą będzie pamiętać. Myśląc zatem o traumie, myślimy, że nas nie będzie to dotyczyć. Część ośrodków praktykuje tzw. preadopcję, czyli niemowlę trafia do swojej rodziny w zasadzie w ekspresowym tempie. Jak to więc możliwe, że przebywając w kochającym środowisku, dziecko przejawia oznaki traumy?

Matki biologiczne podchodzą do ciąży w różnoraki sposób. Pisałam o nich w poście O matkach biologicznychPomimo tego, iż dziecko trafi do nas zaraz po porodzie, musi jeszcze przejść przez okres prenatalny. Większość z nas niewiele wie o tym, co naprawdę działo się przez ten okres 9 miesięcy. Mamy informację, że matka piła lub nie, być może była uzależniona od narkotyków. Płód może więc odczuwać nienawiść ze strony matki biologicznej lub ogromny stres, związany z niemożnością zaopiekowania się swoim dzieckiem i decyzją o oddaniu go do adopcji (dotyczy oczywiście tych kobiet, które np.oddają swoje dzieci z powodów ekonomicznych)
To, że dzieci odczuwają wszystko, przekonałam się na przykładzie mojej znajomej Basi, która będąc w ciąży była poddana tak silnemu stresowi, że dziecko urodziło się z nerwicą. 



Dzieci adoptowane w późniejszym wieku


Trauma u dzieci adoptowanych w późniejszym wieku przyjmuje formę nawracających lęków, związanych z długotrwałym stresem. Wchodząc w nową rodzinę, czują się niepewne i nieufne. Ich koszmar skończył się tylko pozornie, bowiem jeszcze przez wiele lat będzie wracać do nich coś, co nazywa się ponownym doświadczaniem. Może być to zwykła sytuacja, która przypomni dziecku coś, co wywoływało lęk i sprawi, że uruchomią się u niego te same mechanizmy obronne, które działały wcześniej.
Jako przykład podam tu historię pewnej dziewczynki, adoptowanej jako pięciolatka, która w swoim domu rodzinnym często chowała się pod stół, który funkcjonował jako jej azyl przed rodzicami. Ten sam schemat powtarzała w swojej rodzinie adopcyjnej (mimo, iż teoretycznie jej koszmar się skończył) oraz w przedszkolu (gdy np.nie radziła sobie z jakąś sytuacją) W domu mama pracuje z nią, by takie zachowania wyeliminować, natomiast w przedszkolu mogą one przejść w zasadzie niezauważone (nie jest to dziwne, że dziecko w wieku przedszkolnym wchodzi pod stół) 

Nauczyciele i nawet rodzice, mogą nie zauważyć pewnych zachowań, które świadczą o tym, że dziecko jest ofiarą traumy. 

Część z nich będzie z powodzeniem strzegła traumatycznych wspomnień i śladów przeszłości. Ponowne doświadczanie jest znakiem, że dziecko aktywnie próbuje poradzić sobie z traumatycznym przeżyciem. Sytuacje, które powodują uruchomienie tego mechanizmu, często są przypadkowe, zupełnie nieplanowane i nieświadome.

Zabranie dziecka ze środowiska powodującego traumę, nie usuwa niestety wszystkich wspomnień. 


              W tym poście przedstawiłam tylko kilka sytuacji, w których dzieci z różnych powodów nie miały, czy też nadal nie mają normalnego dzieciństwa. Nasze dzieci przychodzą do nas z bagażem, w którym spakowana jest przeszłość ich i ich rodziców biologicznych. Paradoksalnie można powiedzieć, że część z nich ma szczęście, bo adopcja i kochająca rodzina daje im szansę na zbudowanie od nowa swojego życia. Niczym ogromne puzzle muszą one ułożyć nowy obraz, który mimo, iż będzie się składał z wielu części, to powstanie z niego coś, co będzie tworzyło logiczną całość.

Dzieci przeżywają różne rodzaje traumy, do końca nigdy nie będziemy wiedzieć co tak naprawdę przeżyły. Wiedzą to tylko one, a nie koniecznie będą chciały nam wszystko powiedzieć.  To jak sobie z nią radzą, zależy od wielu czynników, na pewno trzeba zagłębić się w temat, by w pełni zrozumieć, jak pomóc naszym dzieciom. Jak twierdzą psychologowie, musi minąć wiele czasu (jak wspominałam kiedyś co najmniej tyle, ile dziecko było bez nas), by poradziły sobie z urazami z przeszłości. 
Niektóre z nich nigdy w pełni nie dojdą do siebie, każdy z nas przecież zna dorosłych, którzy kroczą przez życie ze złamanym sercem i poranioną duszą.
Osierocenie, czy to przy porodzie, czy też w starszym wieku, zostawia na psychice ślad. Być może na zawsze.



Trauma u dziecka jest szczególna, ponieważ dotyka je na najbardziej czułym i krytycznym etapie życia, kiedy to dokonuje się jego psychiczny rozwój. Rozpoznanie i uznanie problemu jest tu kluczowe, by mu pomóc.

4 komentarze:

  1. @izzy
    Wielkie dzięki za ten tekst. Jest w nim dokładnie to co sam chciałbym przekazać mówiąc o tym, że to nie adopcja uczyniła nasze dzieci "innymi" lecz osierocenie i wcześniejsze traumy. Ten tekst również świetnie wyjaśnia to co pisałem o innej perspektywie rodzica pracującego z dzieckiem, które przeżyło kilka lat w DD i było adoptowane nie w wieku niemowlęcym.
    Jak trwałe są ślady po takich przeżyciach wiem z przykładu własnego dzieciństwa i dorosłego już życia choć nigdy nie doznałem tego co przeżyły moje córki... Myślę o tym gdy muszę wyciągać młodszą z córek z szafy - bo ktoś głośno krzyknął w pobliżu domu lub gdy głaszczę główkę starszej, a spod włosów odsłania się wyraźna blizna na czole.

    M

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję za ten komentarz, Ty wiesz najlepiej na przykładzie swoich dzieci jak głęboko zakorzeniają się urazy w ludzkiej psychice, zwłaszcza dziecięcej, bo tak jak napisałam, są one na takim etapie swojego życia, gdzie dopiero się rozwijają. Człowiek dorosły lepiej lub gorzej radzi sobie z traumą, zależy to od wielu czynników, ale nieukształtowane dziecko zawsze odczuje jej skutki, być może do końca swojego życia. Blizny na ciele i na psychice długo będą przypominać o chwilach, których po prostu z pamięci wymazać się nie da. Ponowne przeżywanie jest częścią życia tych dzieci, instynktem samozachowawczym.
      Temat trudny, ale na pewno jeszcze do niego wrócę.
      Pozdrawiam serdecznie i życzę Wam dużo wytrwałości w budowaniu nowej rzeczywistości.

      Usuń
  2. Mimo, że Tygrys jest z nami odkąd skończył 3 miesiące wychwytuję sytuacje, które wywarły na niego wpływ. Np. na początku wręcz nie znosił radia. Po jakimś czasie uświadomiliśmy sobie, że przecież w DD w każdej sali dzień - noc odbiornik był na chodzie, bo panie tak umilały sobie czas. Podobnie reakcja na biały fartuch i DD i miesiąc w szpitalu zaraz po. Od dłuższego czasu wspólnie z psychologiem zachodzimy w głowę odnośnie innych zachowań, ale strzępy informacji to za mało. My dorośli przeżywamy traumy, a co dopiero dzieci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się. U nas było podobnie. Starsza miała problemy ze snem, gdyż w domu było za cicho. Pomimo tego, że rozmawialiśmy normalnie, czy też grał telewizor, to nie było to to samo co sala pełna dzieci i co rusz kręcące się osoby. Ale na szczęście minęło trochę czasu i się przyzwyczaiła. Choć do tej pory nie lubi sama usypiać. Nie wiem, czy wynika to z jej charakteru wrażliwca, czy po prostu to ma jakieś podłoże. Nie wnikam. Trzymam ją za rękę (lub mąż) niezmiennie od 3 lat, gdy zasypia.

      Usuń