czwartek, 19 października 2017

Moja nie moja sprawa


O mojej koleżance Hance już wam kiedyś wspominałam w poście Cuda się zdarzają, czyli o tym jak życie płata figle. Jest to osoba, która jak nikt potrafi zaprezentować olewczy stosunek do ludzi nic nie znaczących w jej życiu. Kiedy we mnie gotuje się krew, ona tylko uśmiecha się pod nosem myśląc "o biedna ty kreaturo" 

- Moja Marysia jest wspaniała, czy ty wiesz, że ona już raczkuje? Ma przecież zaledwie 6 miesięcy! A jaka mądra! Już tyle rzeczy potrafi! A jak tam twój?, pyta Hankę koleżanka.

- A mój jest normalny.
Cisza.

Wiecie co, nie wiem jak wy, ale ja zupełnie nie mam w zwyczaju zachwycać się nad "wspaniałością" moich dzieci, bo wiadomo, że dla mnie one zawsze będą najcudowniejsze, bo są moje. Nie wtrącam się też do wychowania, bo to nie moja sprawa. Czasem jednak zdarza mi się coś powiedzieć  w trosce o zdrowie malucha. Hance na przykład podpowiedziałam, żeby nie brała do ust smoczka i nie podawała go potem dziecku (szczerze mówiąc myślałam, że wszyscy już wiedzą, że ciumkanie smoczka dziecka nie jest wskazane) Podziękowała, puknęła się w głowę, że nie wiedziała i w zasadzie już więcej nie monitorowałam, czy się poprawiła, czy też nie. 

Kiedy E. była malutka, siedziałyśmy któregoś dnia w samochodzie, czekając na męża, który wszedł na chwilę do banku. Ponieważ było dość ciepło, zostawiłam otwarte drzwi. Po chwili do samochodu obok przyszła dziewczynka, na oko 5-letnia, wraz ze swoim ojcem. Usiadła grzecznie w foteliku, ale nie chciała się zapiąć. Ojciec dwa razy mówił do niej podniesionym głosem, żeby to zrobiła, ale ona coś tam mruknęła pod nosem i czynności nie wykonała. Wściekły rzucił na ziemię niedopalonego papierosa i wparował do samochodu wrzeszcząc na dziecko przy okazji rzucając niecenzuralnymi słowami i tłukąc ją po rączkach. Szczęka opadła mi do samej ziemi i nie byłam w stanie nic powiedzieć. Jako świeżo upieczona mamusia nie wyobrażałam sobie, że taka sytuacja może aż tak wyprowadzić dorosłego z równowagi. Oczywiście zabrakło mi odwagi, by się odezwać, ale do dziś pamiętam łzy dziewczynki, siedzącej w samochodzie przez samotnie kilka minut, kiedy to ojciec odpalił kolejnego papierosa. Być może powiecie, że dobrze zrobiłam nie odzywając się, że przecież nie znam całego kontekstu sytuacji, że przecież tak naprawdę nic się nie stało. Być może tak. Ale za każdym razem, gdy widzę smutek w oczach, czy też krzywdę dziecka, choćby maleńką, coś krzyczy we mnie.

Ostatnio rzuciły mi się w Internecie pewne zdjęcia pt. "Ci ludzie nie powinni zostać rodzicami" To troszkę inna sytuacja niż wtrącanie się w wychowanie dziecka, czy też reagowanie na wyżej opisaną sytuację. W wielu przypadkach chodzi przecież o zdrowie, czy życie dziecka. Czy nie uważacie, że jednak ktoś powinien zareagować? Może właśnie obca osoba będzie tą, która metaforycznie otworzy oczy rodzicom na to co robią. Czy po prostu każdy niech żyje swoim życiem? Sytuacje z pozoru wyglądają komicznie, ale niestety nie jest mi do śmiechu. Popatrzcie sami.

































Do końca nie wiadomo na ile te zdjęcia są prawdziwe, ale w swoim życiu na co dzień spotykam rodziców, którzy przez swoją głupotę niszczą zdrowie swoich dzieci, niszczą więź, którą ciężko potem odbudować, czy też narażają je na niebezpieczeństwo. 

Cienka jest linia między troską a wtrącaniem się, niewtrącaniem się a obojętnością. Słuchając mojej koleżanki Hanki staram się znaleźć złoty środek i z jednej strony nie przejmować się, że komuś coś się nie podoba w tym jak żyję i jak wychowuję dzieci, a z drugiej strony nie stać się częścią znieczulicy naszych czasów. 
Moje życie, moje ciało, moje dziecko, moja nadwaga, moje zdrowie, mój dom, mój świat, mój mur, nie wchodź, nie wtrącaj się, zajmij się swoim życiem, co cię to obchodzi, spadaj, ja przecież wiem najlepiej co jest dla mnie dobre.



*zdjęcia dzięki www.parenting.com

poniedziałek, 16 października 2017

Noc w Instytucie Lotnictwa


W piątek zabraliśmy nasze dziewczynki na wyjątkową imprezę. Jako, że obie uwielbiają samoloty i chętnie przyglądają się jak startują i lądują, wybraliśmy się na 
8 Noc w Instytucie Lotnictwa.






To największa w Polsce taka nocna impreza edukacyjna, której celem jest popularyzacja sektora lotniczego i kosmicznego oraz promocja zawodów inżynierskich.












 W trakcie imprezy można spotkać pilotów cywilnych i wojskowych, spadochroniarzy, przedstawicieli warszawskich lotnisk, inżynierów, astronomów, kosmonautów, naukowców, studentów i wielu innych wspaniałych ludzi.






Dziewczynki mogły z bliska obejrzeć samoloty, helikopter czy też obejrzeć inne atrakcje. 








O Instytucie

Instytut Lotnictwa należy do najstarszych placówek badawczych w Europie. Oficjalnie powstał w 1926 roku. Przez 91 lat swojej działalności wniósł ogromne zasługi dla rozwoju nie tylko polskiej, ale także światowej aeronautyki. Misją Instytutu Lotnictwa jest świadczenie najwyższej jakości usług badawczych na światowym rynku badań naukowych.

Instytut Lotnictwa jest członkiem wielu międzynarodowych organizacji oraz stowarzyszeń zajmujących się tematyką lotniczą, takich jak EREA (Stowarzyszenie Europejskich Narodowych Lotniczych Instytutów Badawczych). 


Instytut znajduje się przy lotnisku, impreza odbywa się na dużej przestrzeni, więc macie niecodzienną okazję znaleźć się blisko pasa startowego. Jeżeli wy lub wasze dzieciaki lubią samoloty to polecam wam tę imprezę za rok!








Na imprezie zjedliśmy też najdroższe gofry ever!! I nie myślcie, że to były jakieś wyjątkowe gofry, o nie. Ciasto pyszne, nie powiem, ale, żeby za 4 sztuki ( 2 z polewą truskawkową + 2 z polewą i bitą śmietaną) zapłacić 28zł? No cóż, takie imprezy mają to do siebie, że łatwo zarobić, zwłaszcza na dzieciach.... 

Wprawdzie najbardziej E. upodobała sobie watę cukrową, ale właśnie w momencie ustawienia się w kolejce, jak na piątek 13 przystało, wysadziło prąd w części imprezy obejmującej właśnie watomat. Samo życie.


www.nocwinstytucielotnictwa.pl

czwartek, 12 października 2017

Adopcja rodzeństwa, czyli gdzie diabeł nie może tam ... siostrę pośle :)

Nie wiedzieć czemu zawsze marzyłam o rodzeństwie. Będąc jedynaczką świat wydawał się taki... smutny. Prosiłam i prosiłam rodziców (najlepiej o starszego brata i młodszą siostrzyczkę), ale jak zaklęci wciąż powtarzali, że nie mogą mieć więcej dzieci. Do tej pory nie wiem, czy faktycznie tak było, czy po prostu nie byliby w stanie udźwignąć takiej drugiej mnie ;)

Pewnie ci, którzy mają złośliwego brata czy siostrę, daliby wszystko za chwilę świętego spokoju, ale tak naprawdę to moje życie nie było łatwe. Bojąc się o mój charakter jako jedynaczki, rodzice skrzętnie pielęgnowali we mnie cechy takie jak umiejętność dzielenia się z innymi, empatię i inne. Cóż z tego, skoro przyjaciółka nigdy nie zastąpi siostry. 

Decydując się na adopcję, od razu wiedzieliśmy, że chcemy więcej niż jedno dziecko. Oczywiście najlepiej, żeby była to dziewczynka i chłopczyk. Kiedy E. była malutka i polubiła postać Peppy, zawsze śmialiśmy się, że w przyszłości trzeba jej znaleźć George'a. 

Wiem, że wiele osób ma wątpliwości przed decyzją o drugim dziecku, nie mówię tylko o adopcji, ale również o drugiej ciąży. Dziś wiem, że bez wątpienia jest to ogrom pracy, obowiązek, wydatek (choć nie powiem, bo łapiemy się na 500+ ;), zmartwienia i wiele innych czynników, które mogą wydawać się trudne do pokonania.
Poza tym nie oszukujmy się, dzieci do adopcji jest mało, tak wiele par czeka jeszcze na swoje pierwsze dziecko, a gdzie drugie? 

Jak wiecie dla nas życie napisało inny scenariusz. Gdy nasza Peppa była malutka, zamiast George'a urodziła się kolejna Peppa, spadła z nieba niespodziewania, właśnie wtedy, gdy przed chwilą kontemplowałam moje śpiące w łóżeczku dziecko, roniąc łezkę, że jest już takie duże. 

Ale gdyby tak się nie stało, na pewno staralibyśmy się o adopcję drugiego dziecka. Zapewne część z was ma w głowie pewne obawy, pytania. Jak dzieci się ze sobą będą dogadywać? Czy starczy mi sił, by poświęcić czas dwójce dzieci? Co jeśli jedno będzie wymagało większej opieki? 
Ja oczywiście nie znam odpowiedzi na te pytania, ale chciałabym wam napisać kilka rzeczy, które pamiętam ze szkolenia.


W ośrodku zawsze nam powtarzano, że dzieci wychowujące się razem, mimo, że pochodzą z różnych rodzin ZAWSZE są dla siebie rodzeństwem. Z doświadczenia innych ludzi wiem, że tak jest. 
Już wcześniej pisałam o tym, ale to ważne. Na szkoleniu mówiono nam, że przy tworzeniu więzi między rodzeństwem, należy od samego początku podkreślać, że to siostra, brat, a nie, jakaś dzidzia.  I wiecie co? To chyba działa. Moje dziewczyny zawsze o sobie mówiły "moja kochana siostrzyczka" , "moja siostra", nigdy nie że jakaś dzidzia jest u nas w domu. Gdyby nie były biologicznym rodzeństwem, nauczyłabym je tego samego. Jestem tego pewna.

Kolejną rzeczą, na jaką zwracano nam uwagę w ośrodku było prawo do tajemnicy o rodzicach biologicznych. Dzieci, mimo, że traktowane jednakowo jako rodzeństwo, powinny mieć możliwość indywidualnej rozmowy z rodzicem na temat jego przeszłości. Jest to bardzo delikatna sprawa i dziecko powinno mieć komfort psychiczny w czasie rozmów o rodzicach biologicznych. Samo powinno zdecydować, czy i co chce powiedzieć innym, nawet swojemu rodzeństwu.

Każde dziecko jest indywidualnością. Metody, które działały przy pierwszej adopcji, mogą okazać się nieskuteczne przy drugiej. Każde bowiem dziecko ma za sobą inną przeszłość.
W naszej rodzinie sprawa wygląda troszkę inaczej. Młodsza córka dowie się pewnych rzeczy wcześniej i jeżeli tylko będą chciały, będą mogły poznać swoich biologicznych rodziców i całą prawdę o swoim pochodzeniu. Jako rodzeństwo biologiczne, łączy je wszystko.

Przy adopcji starszego rodzeństwa, podkreślano nam, że ważne jest, by zrozumieć, że każde z nich mogło inaczej przeżyć to, czego doświadczyły. Dlatego w pracy z nimi, należy wziąć pod uwagę indywidualność dziecka. 

By starsze dziecko nie czuło się odrzucone, angażujmy je w opiekę nad nowym członkiem rodziny. Niech poczuje, że brat czy siostra też są przecież dla niego. Tak zresztą powinno być w każdej rodzinie, nawet biologicznej. Część rodzin zabiera swoje dziecko na spotkania do RZ, czy Domu Dziecka. Jest to dobra okazja, by porozmawiać z nim o jego przeszłości

Dla tych, którzy rozważają adopcję drugiego dziecka, lub drugą ciążę, ale jeszcze się wahają, przygotowałam specjalną galerię zdjęć z życia wziętych. Mam nadzieję, że nie będziecie mieć już wątpliwości ;)


1. Czy ktoś mnie pytał w ogóle o zdanie?

No coż, większość dzieci nie chce rodzeństwa. Oglądaliście może film lub czytaliście książkę "Mikołajek"? No właśnie :)
Moja E. mówi zawsze, że ona jest moją córeczką, a J. nie. Na pytanie, czyją w takim razie jest córeczką, zawsze odpowiada, że ... tatusia.



2. Ja, ja i tylko ja!

Moja babcia, która wychowała się na wsi z czwórką rodzeństwa, zawsze opowiadała mi, jak to jej mama stawiała garnek zupy pośrodku stołu, a że ona lubiła jeść to po głowie dała każdemu i w czasie jak płakali, zajadała zupę :) No cóż. Czasem opłaca się "wyciszyć" rodzeństwo, choćby po to, by można było spokojnie pomyśleć życzenie i w spokoju zdmuchnąć świeczkę.



 3. Kultywowanie tradycji.

Żeby nie było, że rodzeństwo to same psikusy, popatrzcie sami. Całe życie chłopcy wieszali tę gwiazdę na czubku, niby mają zrezygnować dlatego, że są już dorośli? eeeee tam




4. Prison Break

Tak mi się skojarzyło z tym serialem ;) Kto oglądał, będzie wiedział o co chodzi. 
Ale cóż, na siostrę matematyczkę nic nie poradzisz :))






5. Przesyłka dostarczona!

SMS: Cześć siostra, właśnie przyszły te buty, które sobie zamówiłaś.





6. Pełnia szczęścia.

No cóż, nie ma nic lepszego. Ty wygrywasz, brat czy siostra przegrywa. 
Znam to skądś ;) Nie raz widzę iskierki w oczach moich dziewczyn tylko dlatego, że siostrze coś nie wyszło.





7. Najlepsza opiekunka.
Czyż to nie słodkie? Pamiętajcie, że drugie dziecko to pomoc przy młodszym. Szkoda, że nie możecie zobaczyć filmiku z moimi dziewczynkami, kiedy to mała E. karmi butelką swoją siostrę i ponieważ tamta nie bardzo ma ochotę, to na siłę trzyma jej głowę i mówi "Pij mlesio!"
Eh, niezapomniane chwile.







8. Gdy diabeł nie może....

Ostatnia sobota. 7 rano. Słyszymy z mężem jakiś rumor w pokoju dziewczynek, więc wiemy, że już wstały. Ale o dziwo nie przyszły do nas do pokoju, a udały się razem do ... łazienki.

Nadsłuchuję, ale nie ruszam się czekając na rozwinięcie sytuacji.

- Będę robić kupę, mówi E.

- Ok.

- J. podaj mi papier. (słyszę przesuwający się podnóżek, więc chyba siostra próbuje dostać rolkę położoną na półeczce nad toaletą)

- Proszę, podaje papier J. (tak mi się przynajmniej wydaje)

- Dziękuję 
(wow, jakie ugrzecznione, no nie wierzę!!)

- Jest kupa?, docieka młodsza.

- Jeszcze nie. (słyszę stękanie)

- Jest!

- Ok. Teraz J. zrobi kupę, postanawia młodsza.

- To chodź.

Chwilę później słyszę spuszczaną wodę.

- Idziemy się pobawić?, pyta E.

Uff, czyli mamy jeszcze chwilę dla siebie, pomyślałam.
Dialog dwu i trzy latki o kupie zapamiętam na długo ;)







9. Dziś z tobą się nie bawię!

No cóż, rodzeństwo ma się na co dzień. Gdy przyjdą inne dzieci, brata czy siostrę trzeba jakoś.... unieruchomić ;)






10. Nie tylko ludzie.

Żebyście nie pomyśleli, że tylko ludzie tak się zachowują. Tylko spójrzcie na te czworonogi ;)




Wychowanie rodzeństwa nie jest łatwe. Dla mnie to dopiero początek, w sumie to nie wiem czego się spodziewać, ale serce się raduje, gdy widzę miłość w oczach dzieci. Kłócą się o zabawki, ale też przytulają i mówią "Kocham"

Ostatnio byliśmy na takim festynie, gdzie rozstawiona była scena a przed nią leżaki plażowe i pufy, na których można było na chwilę siąść i popatrzeć na występy. Mojej młodszej córce tak się te leżaki spodobały, że za nic w świecie nie chciała iść dalej. Stoimy, wołamy ją a tu cisza. E. krzyczy razem z nami, ale J. nie reaguje, uśmiecha się tylko kątem oka. Nagle starsza biegnie do niej z płaczem "Moja siostrzyczka, kochana siostrzyczka, chodź z nami, ja nie chcę, żebyś tu została! Ja chcę swoją siostrzyczkę!" 
Jak się ta scena zakończyła? J. przybiegła z płaczem, gdyż ta kochająca ją siostrzyczka szczypała ją za policzki, próbując przekonać do pójścia z nami. Po chwili więc płakały obie...

Macie jeszcze jakieś wątpliwości, że posiadanie rodzeństwa jest cudowne? :)

Na koniec obejrzyjcie proszę krótki filmik o siostrach, bardzo bardzo wzruszający.



* Zdjęcia www.brightside.me

wtorek, 10 października 2017

Do czego służy Jezus?

Pisałam wam Tutaj, że jesteśmy 24/7 bombardowani pytaniami "Czemu?" Do tego już zdążyliśmy się przyzwyczaić, choć i młodsza postanowiła już wziąć przykład z siostry, więc na okrągło musimy wytężać nasz mózg. Nie każda odpowiedź jej się podoba. O nie... Jeżeli nie trafisz w sedno to bój się! Jej wyraziste zmarszczenie czoła powala nawet dorosłego (swoją drogą to masz przechlapane mój przyszły zięciu...)

Poranek. Najpierw jedziemy odwieźć E. do przedszkola. 
- Co to było?, jak co dzień pyta J., gdy przejeżdżamy przez próg zwalniający. - A czemu tak?, pyta przy kolejnym. Tłumaczę cierpliwie, choć nie powiem serce zaczyna bić szybciej. 
Codziennie pokonujemy te progi dwa razy. Przy czwartym zaczynam szarpać włosy i po prostu się nie odzywam. Oczywiście nic to nie daje, bo J. dwa razy głośniej pyta: Co to było?

W tym momencie przypomniała mi się taka rozmowa, w której dzwoni obcokrajowiec (gdzieś tam), a pani operatorka, nie znająca języka odpowiada "Proszę zadzwonić później" Kiedy pan nie reaguje i nadal zadaje pytania, pani denerwuje się i powtarza to samo z tym, że głośniej "No przecież mówię panu, proszę zadzwonić później"

No właśnie. Toż to powtarzam mojej córce codziennie, że to PRÓG ZWALNIAJĄCY. Eh, niereformowalna.

Dzięki Bogu kończą się progi, ale mój codzienny koszmar trwa.
- Czemu tak szybko?, kolejne pytanie, na które tylko czekałam. 
To jedyny moment, kiedy przez całe 2km mogę się rozpędzić według przepisów do 90km/h (chyba, że mam przed sobą jakiegoś zawalidrogę), ale oczywiście jak co dzień, muszę wyjaśnić dlaczego jedziemy tak szybko. 
Wiecie co, czasem mam wrażenie, że to Dzień Świstaka. Bo ciągle jestem w aucie, ciągle mi się wydaje, że odwożę dziewczyny i słyszę te same pytania. Potem to już czas biegnie tak szybko, że nic nie pamiętam i rano znów jadę, odpowiadam na te same pytania i rozpędzam się do 90 km/h, by zaraz zwolnić do 40, bo niestety mam przed sobą ostry zakręt.

Zbliżając się do przedszkola, tuż za zakrętem J. mówi: "J. nie jest smutna" Oczywiście chodzi jej o to, że nie jest smutna, że jej siostra wysiada a ona nie. Po chwili zmienia wersję. "J. jest smutna" 
Podjeżdżamy pod przedszkole, starsza wychodzi i machamy J., która z wywieszoną wargą do dołu, żegna swoją siostrę. Wracam do samochodu po jakichś 3 minutach. 

- Teraz J. (w sensie, że teraz ją odwożę) -Jak będę mieć 3 latka to przyjdę do przedszkola do E., powtarza niczym mantrę zdanie, którego nauczyłam ją na samym początku. Dzięki temu ma jakiś cel ;)

Dojeżdżamy do żłobka. Sama, sama! krzyczy J. mimo, że ja nawet jeszcze nie zdążyłam otworzyć drzwi. Od jakiegoś czasu nie pozwala się wsadzać do fotelika, ani wysadzać, mimo, że wyjście i wejście wcale nie jest dla niej takie proste. Nasz mini van czy tam pół van jak kto chce, jest samochodem wyższym niż taka zwykła osobówka. Ona jednak woli z niego wypaść, niż wziąć moją rękę. No dobra, tym razem obyło się bez upadku, ale za to wyczyściła kurtką błotnik...
Wpadamy do żłobka, ja przestępuję z nogi na nogę, bo znów wszystko na styk, a J. oczywiście założyła kapcie nie na tę nogę co potrzeba. Znalazłam więc na nią sposób. Wcześniej tłumaczę jej, że się spieszę do pracy, więc ja zakładam, a ona po południu jak mamy tyle czasu ile chcemy. Kompromis osiągnięty. Uff. Szybki całusek i przytulenie i J. biegnie na śniadanko.

Pytanie "Czemu?" nie jest tylko zarezerwowane dla trzylatka prawda? Czemu by nie zacząć wcześniej mordować rodziców i już jako dwulatek dowiedzieć się czegoś więcej o świecie. 

No właśnie. Oj ja głupia! Jak ja chcę uczyć dzieci, skoro sama tyle jeszcze nie wiem. Ja nie pomyślałam o jednej rzeczy! Moje dzieci cały czas myślały, że to PRUK  a nie PRÓG!! I pewnie dlatego J. codziennie o ten pruk wypytywała, bo nie mogła dojść do tego o co w tym wszystkim chodzi... Dopiero wczoraj mój mąż domyślił się o jakim pruku/progu mowa. Konkluzja? Jednak mężczyźni są lepsi w rozmowach z dziećmi na pewne tematy.

Ale pewne pytania trudno znaleźć właściwą odpowiedź, nie ważne, czy dziecko pyta mamę czy tatę. Leżymy kiedyś na łóżku u moich rodziców, E. rozgląda się i pyta:
- Do czego służy wazon? 
Tłumaczę więc do czego.
- A do czego służy szafa?
Nie ma problemu, wiem do czego służy szafa.

E. zadała jeszcze kilka pytań a na koniec patrzy na jedną ze ścian, na której wisi na krzyżu drewniany Jezus.
- A do czego służy pan Jezus?
Zbaraniałam. No cóż. Tym pytaniem i jego formą tak mnie zaskoczyła, że przez chwilę milczałam zbierając myśli. Ona jednak patrzyła poważnie na mnie i czekała na odpowiedź. Nie napiszę wam co jej powiedziałam :) Ciekawa jestem co mądrego wam przyszło do głowy :)

Dziś już wiem, że studia to był pikuś, można się było do egzaminu przygotować a tu? Dziecko zawsze czymś mnie zaskoczy i zada takie pytanie, że kompletnie rozbija moją całą logikę.

poniedziałek, 9 października 2017

Adopcja dziecka z przeszłością.




O traumie pisałam już wcześniej w dwóch postach:

Wychowanie dziecka po traumie
oraz
Traumatyczna przeszłość naszych dzieci

W dzisiejszym poście chciałabym zaprezentować wam reakcje dzieci na wydarzenia z przeszłości oraz co zrobić by lepiej je zrozumieć i pomóc im w rozumieniu siebie i świata.
Pamiętajcie, że trauma przybiera różne formy, czasem nasza miłość i cierpliwość nie wystarczy. Wtedy należy poszukać pomocy, by móc nauczyć się fachowej pracy z dzieckiem. 

Zrozumieć zachowanie twojego dziecka

Jeśli twoje dziecko doświadczyło jednorazowej traumy lub powtarzających się traumatycznych wydarzeń, ich ciało, mózg i system nerwowy podejmują ogromny wysiłek, by się obronić. To może skutkować zachowaniem takim jak wzmożona agresja, brak zaufania czy posłuszeństwa wobec dorosłych, czy też poczucie oderwania od rzeczywistości.
Kiedy dziecko czuje, że znajduje się w niebezpieczeństwie, jego zachowanie ma na celu obronę i przetrwanie. 

Ważne jest by pamiętać, że zachowanie twojego dziecka może być odpowiedzią na stres. Potrzeba dużo czasu i cierpliwości, by ciało i mózg twojego dziecka nauczyły się reagować we właściwy sposób.

Bycie rodzicem dziecka po traumie wymaga zrozumienia, że dziecko nie jest złe czy niegrzeczne, ale ma za sobą złe doświadczenia.


Co przywołuje traumę?

Mogą to być dźwięki, zapachy, miejsca, postawy, a nawet czyjś ton głosu czy emocje. Reakcje dziecka nie są celowe i zaplanowane, występują wtedy, gdy nie jest ono w stanie poradzić sobie ze wspomnieniami. 

Znaki traumy u dzieci w różnym wieku.


Małe dzieci (0-5 lat)
Dzieci szkolne (6-12 lat)
Nastolatki (13-18 lat)
  • Rozdrażnienie
  • Łatwo daje się przestraszyć, trudno się uspakaja
  • Częste napady złości
  • Niechęć do poznawania świata, zbytnie przywiązanie
  • Poziom czynności dużo wyższy lub dużo niższy niż u rówieśników
  • Powtarzanie traumatycznych doświadczeń w konwersacji lub zabawie
  • Opóźnienia w rozwoju
  • Trudności w skupieniu uwagi
  • Wycofanie, małomówność
  • częste napady płaczu, smutek
  • Częste mówienie o strasznych uczuciach i pomysłach.
  • Trudności w przejściu z jednej czynności do drugiej.
  • Kłótnie z rówieśnikami i dorosłymi
  • Zmiany w wynikach w szkole
  • Chęć bycia pozostawionym w spokoju
  • Jedzenie więcej lub mniej niż rówieśnicy
  • Wpadanie w kłopoty w domu lub w szkole.
  • Częste bóle głowy, bóle brzucha bez widocznej przyczyny.
  • Zachowania typowe dla dzieci młodszych (np.ssanie kciuka, moczenie nocne, strach przed ciemnością)
  • Ciągłe mówienie o traumie lub zaprzeczanie, że miała ona miejsce.
  • Odmawianie przestrzegania zasad.
  • Chroniczne zmęczenie, spanie dużo dłużej lub dużo krócej niż rówieśnicy, koszmary nocne.
  • Ryzykowane zachowania
  • Kłótnie, bijatyki.
  • Brak chęci spędzania czasu z przyjaciółmi.
  • Używanie narkotyków, ucieczki z domu, kłopoty z prawem.


Powyższe znaki nie muszą oznaczać, że twoje dziecko przeżyło traumę, ale jeżeli objawy nasilają się lub przedłużają w czasie, czy też mają wpływ na wyniki dziecka w szkole i zachowanie w domu, ważne jest, żeby poszukać pomocy. 



Trauma i zdrowie psychiczne


Objawy traumy, które mogą zaburzać funkcjonowanie dziecka w domu lub w szkole mogą nakładać się na siebie. Na przykład w Stanach Zjednoczonych, ponad 80% dzieci wychowujących się rodzinach zastępczych, przy braku koncentracji zdiagnozowana jest np. ADHD 
Dzieci, które czują niepokój lub są bardzo emocjonalne mogą być zdiagnozowane depresją. 
Dzieci, które mają kłopot z nieoczekiwanymi zdarzeniami, mogą reagować próbując kontrolować każdą sytuację lub poprzez okazywanie ekstremalnych reakcji na zmiany. 


Jak pomóc naszemu dziecku?

1. Prawidłowe rozpoznanie tego, co wywołuje wspomnienia. 
Coś co mówisz, lub nieświadomie robisz, może przywoływać złe doświadczenia z przeszłości. Obserwuj i szukać zachowań nienaturalnych, takich, które zupełnie "nie pasują" do dziecka. Zastanów się, kiedy dziecko robi się smutne, co wzbudza w nim niepokój skutkujący wybuchem agresji.

2. Bądź dla dziecka dostępny fizycznie i emocjonalnie.

Niektóre dzieci zachowują się w ten sposób, że trzymają się od rodziców z daleka. Postaraj się pocieszyć dziecko, okazać zrozumienie, uwagę i zachętę w sposób przez nie akceptowany.

Młodsze dzieci mogą potrzebować więcej przytulania i uścisków, starsze natomiast mogą tylko potrzebować spędzania czasu razem. Szukaj wskazówek, które daje ci dziecko i cierpliwie czekaj na rezultaty.

3. Odpowiadaj, ale nie reaguj. 

Twoje reakcje mogą jeszcze bardziej pobudzić dziecko, staraj się więc je wyciszyć poprzez np. obniżenie tonu głosu, zrozumienie uczuć dziecka (niektóre dzieci nie mogą nawet nie tolerować patrzenia prosto w oczy zbyt długo)

4. Unikaj kar fizycznych.


Może to spowodować u dziecka nawet uczucie paniki. Rodzice muszą ustalić pewne reguły i oczekiwania i konsekwentnie dążyć do ich przestrzegania. Koniecznie należy stosować system nagradzania, nawet za najmniejsze sukcesy.

5. Nie bierz zachowania dziecka do siebie. 

Pozwól dziecku czuć to co czuje, bez oceniania go. Pomóż mu w znalezieniu słów i innych akceptowalnych sposobów wyrażania uczuć i emocji. Często nagradzaj za ich używanie. 

6. Słuchaj.

Nie unikaj trudnych i niewygodnych rozmów z dzieckiem (ale też nie zmuszaj do rozmowy, jeśli nie jest na to gotowe) Naucz dziecko, że nie jest niczym złym mieć różne uczucia po trudnych przeżyciach. Zawsze bierz reakcje dziecka poważnie i przede wszystkim stale zapewniaj je, że to co się wydarzyło nie jest absolutnie jego winą. 

7. Pomóż dziecku w nauce technik relaksu.

Zachęcaj dziecko do ćwiczenia wolnego oddychania, słuchania wyciszającej muzyki, czy też przywoływania pozytywnych myśli takich jak "Teraz już jestem bezpieczny"

8. Bądź konsekwentny i przewidywalny.

Wprowadź stałe godziny posiłków, zabawy, pójścia spać. Przygotuj dziecko za wczasu na wszelkie zmiany w jego zyciu.

9. Bądź cierpliwy.

Każde dziecko dochodzi do siebie inaczej, jedne krócej inne dłużej. Zbudowanie zaufania wymaga czasu. Daj go sobie i dziecku, by lepiej zbudować wasze relacje. 

10. Pozwól dziecku na pewne rzeczy.

Rozsądne wybory dostosowane do wieku, zachęcą dziecko i pozwolą mu poczuć, że ma kontrolę nad własnym życiem.

11. Wzmacniaj poczucie własnej wartości.

Pozytywne sytuacje i słowa pomagają dziecku przezwyciężyć zło jakiego doświadczyły. 

Bycie rodzicem dziecka, które ma za sobą złe doświadczenia, nie jest łatwe. Rodziny takie mogą się nawet czuć odizolowane od innych, ponieważ nikt tak do końca nie rozumie, co przeżywają. Może to powodować napięcia, nie tylko w twoich relacjach z dzieckiem, ale również innymi członkami rodziny.
Jednakże zrozumienie, troska i jeśli potrzeba fachowa pomoc, pomoże nam przezwyciężyć traumatyczne przeżycia naszych dzieci i zbudować nowe relacje i nową rodzinę.  


* Materiały na podstawie www.childwelfare.gov